#1: tak ogólnie, na początek, ale za to bardzo szczerze

W chwili obecnej mam 32 lata. Niedługo będzie 33. Doszedłem do wniosku, że nie mam czego ukrywać przez nikim, bo ukrywanie czegokolwiek nie ma sensu. Życie jest życiem, taką naszą krótką historią tutaj na Ziemi i tak naprawdę nie ma się czego obawiać. Nie ma czego ukrywać. Życie dla każdego człowieka jest czymś innym, ale jeśli człowiek pragnie coś zrobić, czy to dla siebie czy dla innych, powinien to zrobić. Ja uważam, że mogę opowiedzieć historię ciekawą, ponieważ wiele w życiu przeszedłem, tą historię chciałbym oprzeć na własnym życiowym doświadczeniu. Wiem wiele, wiele przeżyłem, dramatów, traum, widziałem wiele rzeczy których widzieć nie powinienem, a skoro chcę o czymś opowiadać, nie muszę szukać opowieści nie wiadomo jak daleko, skoro mam ją przed własnymi oczami. Nie musi być ta historia nieprawdziwa, skoro ta prawdziwa, jest o wiele ciekawsza niż fikcja którą musiałbym wymyślać.

A więc jak przed chwilą napisałem, mam 32 lata. Niedługo 33. Zastanawiam się jednak nad jedną rzeczą: w jakiej kolejności opowiedzieć o swoim życiu, w jakiej kolejności opisać to życie. Bo z jednej strony mam nieodpartą pokusę, by opisać wszystko co mnie spotkało, a z drugiej strony kilku rzeczy jeszcze się obawiam. Mogłyby mnie totalnie zniszczyć i pogrążyć, jeśli zbyt wiele osób by się o nich z mojego otoczenia dowiedziało. A więc opowiem tylko i wyłącznie o rzeczach takich, jakich mogę. Czy to jednak nie za wygodne? Ok – dobrze, a więc opowiem o wszystkim. Inaczej będzie mnie to męczyło w nieskończoność.

Mam 32 lata. Stwierdzoną schizofrenię paranoidalną, padaczkę i autyzm. A także uszkodzenie OUN. Mam uszkodzony ośrodkowy układ nerwowy. Czy to się czasem nie wyklucza? Tak po prawdzie, to nie powiedziałbym że ta diagnoza jest w stu procentach słuszna. Bo nie jest. Po pierwsze, to mam bujną wyobraźnię, czasami ale nie zazwyczaj, po drugie psychiatra który powinien mnie rozumieć, to co mówiłem mu w nawiasach kwadratowych stwierdzał jako fakt i zapisywał w karcie leczenia, a po trzecie sam uważam, że nie mam schizofrenii, ani to paranoidalnej ani żadnej innej, ale tak po prawdzie to mam jako takie uzależnienie krzyżowe. I ewentualnie uszkodzony OUN ale nie wybieram sobie chorób. Po prostu twierdzę, bo jestem tego pewien, że diagnoza schizofrenii nie jest poprawna. Opowiem o tym wszystkim. Zarówno o swoich cierpieniach, jak i leczeniu, oraz o lekach, ale które nie pomagają mi dlatego, że jestem w rzeczywistości chory na to co mam stwierdzone, ale dlatego, że opisowo wytłumaczyłem lekarzowi jakich leków potrzebuję, i dlaczego, aby poczuć się lepiej. Totalnie.

Nie będę przedłużał, ponieważ to wstęp. Lista chronologiczna poniżej. Już wiem, w jakiej kolejności opiszę swoją historię. Ostatnio coraz więcej ludzi na swoich blogach opowiada o swoich autentycznie zjebanych historiach, więc ja też tak zrobię. A jeśli moja pisanina odniesie sukces, sprzedam ją jako książkę. Już nawet mam wydawcę, ale najpierw muszę to wszystko napisać. We wstępie opiszę co mnie spotkało oraz za chwilę napiszę, w jakiej kolejności będę to wszystko opisywał, aby to wszystko było jasne do zrozumienia.

A więc przede wszystkim, najciekawsze rzeczy z mojej historii życia:

Kolejny punkt, jak powinno się to czytać, by w pełni zrozumieć, to oznaczenie #1 #2 #3 #4 #5 #6 #7 #8 #9 #10 #11. Każdy znak # to kolejny rozdział mojej opowieści. Tak jak w książkach rozdziały. #1 to rozdział pierwszy, #2 to rozdział drugi, #3 to rozdział trzeci. ITD… Każda większa liczba, to kolejny rozdział. Rozdział z dramatu życia mego, dramatu na faktach. Czyli prawdziwych, z życia.

No i przecież w opowieści, czy też opowiadaniu, albo w historii nie chodzi o to, by zdać relację minuta po minucie ze swojego życia. To się mija zarówno z celem, jak i z rozumem. Dlatego opiszę, to co moim zdaniem jest najważniejsze. Poza tym, że najważniejsza jest całość, dla mnie również liczy się to, co spowodowało że w chwili obecnej znajduję się właśnie w tym miejscu, w którym jestem. To dla mnie bardzo ważne, i dość osobiste aby podzielić się tą historią. Nie tylko dlatego, że jestem egoistą. Nie – nie jestem. Ważne bardzo dla mnie jest współczucie wobec innych ludzi, zrozumienie ich. Szkoda mi młodych ludzi, którzy w zasadzie nie mają zbyt wielkich problemów, a na przykład śmieją się otwarcie z dużych problemów innych, z ich traum w życiu, gigantycznych przeszkód. Wkurwia mnie HEJT. Jak można śmiać się z innych ludzi? Może z ich gaf tak, ale z czyjejś śmierci, z czyjegoś nieszczęścia, z czyichś dramatów? To mnie wkurwia! To, że młodzi ludzie są MEGA zdemoralizowani. Piszę to jako osoba, która dojrzała. Sam byłem zdemoralizowany, miałem wyjebane. Teraz często chce mi się płakać. Płaczę, bo zrozumiałem. Wiele rzeczy pojąłem. Ale nie dlatego, że ktoś mi je wbił do głowy, ale dlatego, że chciałem je pojąć i zrozumieć. Dla wielu cierpienie to powód do śmiechu, dla mnie czasem też, ale tylko czasem. Śmieję się z cierpienia, które nie jest tak naprawdę cierpieniem lecz głupotą. Głównie widząc cierpienie, płaczę. Jest to powód do dumy. Bo zrozumiałem. Życie nie jest po to by cierpieć, nie jest po to, by cierpiał ktokolwiek. Życie jest po to, by się cieszyć, wzbogacać życie innych, powodować, by życie innych było lepsze, pełniejsze, by ludzie mieli powód by powiedzieć ci dziękuję.

Ale kim ja jestem by oceniać? Oceniam według własnych norm. Normy te nie spadły z księżyca. Zostały wypracowane. Mam uszkodzony OUN. Ale obszar mózgu odpowiedzialny za współczucie działa dobrze. Dlatego płaczę. Gdy cierpią inni, cierpię również ja. Zapraszam do rozdziału numer dwa.

 

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *.

*
*
You may use these <abbr title="HyperText Markup Language">HTML</abbr> tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>